O SIATKÓWCE SŁÓW KILKA
Siatkarze Victorii Zalas zakończyli rundę zasadniczą ligi TKKF. Mecze z drużynami Bakcyl Bielany i Free Team miały pokazać czy wysoka wygrana z drużyną Amethyst Sharks była wynikiem ich wysokiej formy czy jednak słabości przeciwnika. Test wyszedł niepomyślnie
Pierwszy mecz przegrali przez kreta. Ale jak to? Że niby przez pomyłkę zamiast izotonika wzięli do ręki środek do udrażniania rur? A może sędzia był ślepy i nie dojrzał sytuacji które dojrzeć powinien? Nic z tych rzeczy. Za to pewnego razu na jednym z treningów Victorii Zalas pojawił się taki jeden Jegomość. Poznał wszystkie tajne i nietajne zagrywki naszych zawodników, po czym okazało się, że w meczu ligowym… Wystąpił w drużynie przeciwnej! Nie było szans. Teraz mogli sobie czytać naszych jak otwartą księgę. Sprawę zwycięstwa rozstrzygnęły już pierwsze dwa sety, przegrane do 20 i 17. W trzecim Victoria uratowała swój honor i punkt do tabeli wygrywając 29:27.
Czy w drugim meczu coś się zmieniło? Tak. Można powiedzieć, że najjaśniejszym punktem była tutaj strefa kibica. Może i Redaktor Przemysław zdecydował się w najbliższym czasie nie stawiać stopy na parkiecie ligowym, ale za to jak posadził się na trybunie to zrobił taki hałas, że w którymś momencie zagłuszył nawet gwizdek sędziego i ten musiał zarządzić powtórzenie zagrywki. Kibicowski fenomen! A co to dało? No cóż, nasi siatkarze pokazali, że psychikę to oni mają naprawdę silną i doping im nie robi – czy jest czy go nie ma, oni dalej grają swoje. I cyk! Kolejna przegrana 1:2.
„Dlaczego znowu, do jasnej cholery?!” – zapytacie.
Mecz był z kategorii tych „do wygrania”. Pierwszy set przegrany do 19 może tego nie sugeruje, ale w drugim chłopcy pokazali, że jednak coś tam potrafią. W którymś momencie wynik brzmiał 23:19. A co było dalej to już się pewnie domyślacie…
„2:0 to niebezpieczny wynik” – mawiał były selekcjoner polskiej kadry piłkarskiej. Dla siatkarzy Victorii Zalas takim wynikiem jest jakiekolwiek wysokie prowadzenie. Znani z zamiłowania do serwowania sobie niepotrzebnych nerwów roztrwonili tę przewagę i nawet doprowadzili do stanu 24:25, musieli bronić piłki meczowej Wybronili się i wygrali na przewagi 27:25. Niestety nie dali się ponieść tej fali. Już na starcie trzeciego seta zostali mocno w tyle i tak też go zakończyli. 16:25
„Dlaczego znowu, do jasnej cholery?!” – zapytacie.
Czy był to przesadny samozachwyt po wygranym secie? Czy może ROZkojarzenie? Czy może ROZluźnienie? A może nawet ROZwolnienie? Trudno znaleźć na to odpowiednie słowa… Choć to ostatnie wydaje się być niczego sobie wytłumaczeniem!
W każdym razie, wynik końcowy można uznać za pewne ROZczarowanie.
Nasi siatkarze kończą zatem „Grupę Przegranych” na przedostatnim 5. miejscu, w związku z tym w 1/8 finału zagrają z ostatnią drużyną „Grupy Zwycięzców” – LUBIĘ LECZO. Trafiło się zatem nienajgorzej, bo to przeciwnik w zasięgu, co pokazał pierwszy mecz w tym sezonie. Co prawda przegrany, ale po bardzo zaciętej walce, wynik mógł pójść w dwie strony.
To jest jednak faza play-off, crème de la crème rozgrywek sportowych. Stawka i presja dużo większa. Skończył się czas na bumelanctwo, trzeba zakasać rękawy i iść ostro po swoje. Do rozegrania dwumecz. Wygrywasz – jedziesz dalej. Przegrywasz – wracasz do domu. Oby nasi chłopcy wrócili jak najpóźniej
Aha, ważne! Pierwszy mecz zaplanowano już na najbliższy poniedziałek na hali sportowej w Sance, start niedługo po godzinie 19:00. Może to być ostatnia w tym sezonie dogodna okazja do zobaczenia naszych siatkarzy, a więc standardowo – zapraszamy na trybuny. Spokojnie, nikogo nie zmuszamy, jedynie proponujemy
Bo widzicie, nasi siatkarze są trochę jak te hemoroidy. Oglądanie ich w akcji bywa bolesne, przez długi czas można mieć ich w tyłku, ale w końcu jednak warto się zainteresować i bardziej zagłębić w ten temat.

